Któregoś dnia postanowiłem zachować się naprawdę antysystemowo.

Odc. 7: Podsumowanie

Czym jest “system” o którym mówiliśmy w odcinkach 1-6?

Czy są to partie polityczne? Też i zupełnie nie. Media? Też i nie. Wszechobecna dominacja zysku i pieniądza? Też i nie.

Musimy zejść głębiej, by zastanowić się nad tym, co leży w jądrze społeczeństw. Dlaczego wpajane są nam takie wartości jak dążenie do “sukcesu”, cwaniactwo, fascynacja niewolnictwem z obu stron, egocentryzm, wszechobecne dążenie do zysku z wyzyskiem, ignorancja umysłowa, gonitwa za nagrodą, obniżenie chęci do przyjmowania wiedzy, obrzydzanie krytycznego myślenia, kastrowanie dyskusji jeżeli odbiega od powszechnie obowiązujących ram, zaprzestanie poszukiwania – jeżeli na to poszukiwanie nie zdobyliśmy aktualnie granta czyli pieniędzy, wznowienie poszukiwania – poszukiwania pieniędzy, mmmm… pieniędzy heart emoticon, pieniędzy, statusu, władzy lub jakiejś “dziury której moglibyśmy zaimponować i coś w niej umieścić”. Przemoc, dominacja, chciwość, zysk, niewolnictwo, cierpienie. Dużo tego i jest z czego wybierać! Ale czy warto?

Rodzisz się i już w wieku lat 3 tata pokazuje ci futbol. Że trzeba być zwycięzcą. Że silniej, mocniej, dalej. Że jak ci się Uda, to będziesz miał Byznes. Nie jak tata, Ty będziesz lepszy. Może nawet przyjedzie telewizja. Nie chcesz kopać szczylu? Cios. Płaczesz? Cios za to że płaczesz. Nie płacz. A może zostaniesz prawnikiem. Prawnik bogaty. Dobrze kombinuje. Zastanów się ogarnij. Co tam czytasz? Rzuć to. Poczytaj lepiej to, tu, masz – “jak zdobyć przyjacielów i wsadzić im rękę w kieszeń wielokrotnie”. Idź do szkoły. Naucz się hierarchii. Morda w kubeł. Teraz mów, czemu nie mówisz? A teraz morda w kubeł. Mów! Kubeł. Mów! Ucz się – odpowiadaj. Ta odpowiedź jest zła bo jest nie z tej książki. Mniej się ucz. Nie odpowiadaj. Szczególnie nie pytany, bądź obywatelem. Ale odpowiadaj nie pytany to będziesz liderem. Czuj pustkę, inni mają lepiej. Popatrz jak lepiej, nie wyłączaj tego lepieja płynącego zewsząd, kolorowego do usrania, teraz nie patrz, teraz jesteś indywidualny, tak, właśnie Ty, doceniamy Cię, wyraź to dzięki serii kolorowych obudów do telefonu. Nie masz telefonu? Dlatego czujesz pustkę. Miej telefon. Miej fajne spodnie. Ubierz pustkę. Nie masz na telefon? Weź od kogoś. Jak grałeś w futbol to mu po prostu zabierz na ulicy. Jak nie grałeś w futbol to idź do banku, ukorz się, wyglądaj miernie i zamień pustkę na poczucie winy w 36 wygodnych ratach. A może piękne, takie Jak Mają Inni ® mieszkanie na 360 rat? To ostatnia decyzja jaką podejmiesz samodzielnie, potem jest już tylko “muszę”. Stop.

Właśnie nauczyłeś się jak żyć.

Dlaczego wszyscy wiemy “jak ma być” a pomimo tego dajemy się od maleńkości urabiać do cierpienia, niewolnictwa? Albo marzenia o tych momentach gdy to my będziemy zniewalać? Dlaczego tak gładko przyjęliśmy zestaw wartości który pozwala nam się nawzajem kontrolować?

Bo system to my, nie “oni”.

Fajnie jest zrzucać odpowiedzialność na bankierów i polityków ale to my ogłupiamy i dajemy się ogłupiać my wykorzystujemy i dajemy się wykorzystywać i co więcej: jest nam w tym wygodnie, dobrze. Pomimo jęczenia i dyskomfortu wrócimy zawsze do starego, znanego zła, zamiast poszukać nieznanych rozwiązań. Potem powiemy, że to przez ten niedobry system, a to myśmy sami poszli, wypięliśmy się i jeszcze przeprosiliśmy za kłopot. Bez zastanowienia. W naszym jądrze, w środku, tak jak potrzeba mrugania oczami siedzi fałszywe przekonanie że “tak musi być” albo “zawsze tak było” albo “tak się robi”, którego nabraliśmy i jakoś nie możemy się go pozbyć. Bo nie chcemy. Bo to za dużo pracy. Bo musiałbym coś zrobić. Lepiej jęczeć i narzekać – na 36 wygodnych rat. Wyszerować pościk.

System to codzienni my, nie odlegli oni. Codziennym, każdym ruchem budujesz go lub od niego uciekasz. Sposób w jaki odkładamy na stół łyżeczkę od herbaty uczy nasze dzieci albo pasywności, albo dominacji, ale rzadko uczy tego jaka może być 3-cia, 4-ta, następna, inna droga. Wstaniesz rano i podejmujesz decyzję – czy będę dzisiaj chciał i robił to samo co zwykle? Czy chcę kontynuować stare dynamiki, stare relacje, stare i zużyte sposoby działania, czytać wciąż wymiętą instrukcję obsługi do Ziemi? OCZYWIŚCIE ZE CHCESZ, bezmyślnie po prostu to zrobisz. Tak jak wczoraj i przedwczoraj. Ok, to czemu jest Ci żle? Czemu coś przeszkadza, coś boli?

Trzecia i następna droga – czy ona w ogóle istnieje? Łatwo jest mówić o nowym lepszym świecie, ale jak go zbudować, jak do niego doprowadzić? Czy wystarczy uwolnić siebie samego od systemu, czy należy być odpowiedzialnym za grupę i próbować zmienić cały system? Czy edukacja i wola zmiany wystarczy? Czy herkules dupa kiedy ludzi kupa? Czy masz siłę? Wiedzę? Przestrzeń?

Powiesz “mam kredyt, nie mogę”; “mam zobowiązania, nie wypada”; “nie mogę działać poza społeczeństwem – czekam na awans – nie zrozumieją mnie koledzy”; “wyklnie mnie rodzina”; “lorem ipsum dolor sit amet”; “w ten sposób wychowam nieprzystosowane dziecko” – będziesz miał 1000 wymówek ze strachu przed zmianą i wyjściem poza strefę swojego komfortu.

Ok… i dopóki wszyscy tak będą mówić to będzie jak jest. Jeżeli jednak poświęcisz na początku minutę, potem 10 minut, potem 30 minut dziennie na refleksję nd swoimi działaniami, a potem implementację NAWET NAJMNIEJSZEJ MOŻLIWEJ rzeczy która zabiera zęby systemowi – czyli zestawowi swoich własnych bezrefleksyjności i automatyzmów- zwygrasz.

Zobacz jakie to proste:
Nie podpierdolić kolegi do szefa;
Nie napisać oburzonego komcia pod politycznym postem zanim nie przeczytasz opinii obu stron i nie postarasz się zebrać faktów w tym historycznych (no, to trudne trzeba czytać);
Nie wziąć kredytu na nowy telewizor. A stary kredyt spłacić wcześniej bez odsetek, żeby bankier trochę stracił z prognozy na Q4;
Nie wymagać od pracownika żeby to zrobił “bo jesteś szefem” tylko mu wytłumaczyć co robi i dlaczego;
Niekoniecznie skończyć z ręką na dupie siostry żony. Kichnąć, udać że rozbolał Cię brzuch;
Dostrzec że inne fundamentalizmy też mają solidne fundamenty, tak jak Twój…
Stanąć na ulicy i krzyknąć zamiast typowego “HEJ KONSUMENCI 25-40 DUŻE MIASTO O ŚREDNIM DOCHODZIE” … no właśnie – co krzyknąć? Czy są dla Ciebie jeszcze podmiotowi? Jak na nich patrzysz? Czy są to dla ciebie ludzie, czy chuje, czy potencjalni fani przeciwnej drużyny, czy małe zbiorniki z pieniędzmi, Twoimi pieniędzmi?
Wytłumaczyć dziecku prostą rzecz która zabiera lata by ją wytłumaczyć – że może być dobry, nie musi; że nie robi tego dlatego że “dobro wraca do ciebie” bo nie wraca, i ucząc go tego uczysz, że jest dobry dla zysku, tylko że ma być dobry dla siebie. I że zabierze mu lata żeby zrozumieć dlaczego – oraz że ma kontrolować tych, którzy na tym dobrze żerują. Bez litości.

Codziennie. Jedna. Mała. Rzecz.
Codziennie. Jedna. Mała. Rzecz.
Codziennie. Jedna. Mała. Rzecz.
Codziennie. Jedna. Mała. Rzecz.
Codziennie. Jedna. Mała. Refleksja.

I tak, żeby nie było za miło: chętnie podzielimy się w internecie tymi prawdami, ale czy się do nich zastosujemy? Wnioski to jedno, a implementacja? My zmienimy siebie, ale czy będziemy w stanie dać odpór tym, którzy będą chcieli wykorzystać naszą zmianę? Czy kiedy już zmienimy system, czy staniemy się nowym systemem?